Wielkie żarcie!
MNiaaaaaaammmmm…. mniam…
Ależ mam teraz apetyt! zjadam wszystko, co się nie rusza i było niedostępne przez ostatnie miesiące.
Najchętniej jabłka, gruszki i …słodycze. Zresztą i kawałem mięcha nie pogardzę. Niczym się nie dławię, no może pawie niczym
Na początku tego dawno zapomnianego stanu jedzeniowej swobody, chciałam pokazać koleżankom z pracy, jak to teraz umiem jeść, jak człowiek, bez zatyczek i przerw we wchłanianiu posiłku. Ku temu pojawiłam się w pracy z wielkim kebabem, który miał byc ostentacyjnie zjedzony, na znak pełnej wolności, w gębie.
Niestety, już na wstępie się przeliczyłam, mięso w kebabie było twarde i suche, więc nawet zupełnie luźna opaska się zbuntowała i nieźle mnie zastopowała. Wylądowałam skruszona w toalecie a dziewczyny miały ze mnie niezły ubaw.
Pycha nie popłaca, także w tej kwestii- taka stara a nadal głupia
Koś tu mówił, że jedzenie nie daje przyjemności???
TO JEST w wielkim błędzie!
dajjjjeeee… takie chrupanie soczystego jabłka, czy posiłek bez wszędobylskiej gorącej herbaty jako przetykacza opaskowego, to jest życie!
Muszę kończyć, bo się mi żarełko dogotowuje… paaa głodniaki
Okrągła


